Lyrics

, zaczynam spadac, bez kontaktu z otoczeniem, spadam bezwladnie jakbym nigdy mial nie uderzyc w ziemie #przebudzenie, serce w gardle, oddech wstrzymany #przyspieszenie, spadam i nie widze celu, moj hangar nie istnieje, muzyka - jedyne, co mi dala, to kopa, ale wiem, ze czeka na mnie chwala i flota, znow bedzie przechlana sobota, to jak gra w pornosach - przejebana robota, wkrecanie kobiet - jestem za tym, kazdej z nich rzucam smieszne gadki, cos w stylu "jestesmy stworzeni dla siebie, jak ken i barbie", chce wiele miec, a poki co z butelka siedze, za wlasny sukces walne sobie setke; tede, ta dupa obok mnie to moja nowa zona, dupa z wyzszej polki, wysoko postawiona, tak sobie tu zyje laki, marsjanki znaja moje wszystkie tracki, dla mnie to sa niegrzeczne lalki, kazda powinna sie nazywac chuckie, ciuchy, kobiety i hajs - to drugie leci na niego, i zdejmuje z nich to pierwsze nawet, jak nie ma tego trzeciego, zaczynam spadac, bez kontaktu z otoczeniem, spadam bezwladnie jakbym nigdy mial nie uderzyc w ziemie #przebudzenie, serce w gardle, oddech wstrzymany #przyspieszenie, spadam i nie widze celu, moj hangar nie istnieje, druga strona twojego referatu, jeszcze tylko piec, jest trzecia nad ranem, zgodnie z tym wina nalezy pol na pol, na stole od trzech dni ten sam talerz, kto to rozpetal juz zapomnialem, ten nerwostan juz za to mialem, wszystkie problemy na atom rozsypalem, teraz ty je zakop jak wiare, bo nie mow mi, ze ja masz kiedy watpisz, kiedy swiat nie daje nam zyc tu, dobrze wiem, ze tak latwo nie zapomnisz, chcesz isc na co czekasz, idz juz, mamy jedna wade, z ktora trudno zyc, jestesmy tylko ludzmi, i wiem, ze czasem ciezko pogodzic sie z tym, jestesmy tak bardzo prozni, tak bardzo inni i tak podobni, niepozorni choc wielka sila w nas, zawieszeni w czasie i przestrzeni, patrzac jak przez palce mija czas, jedna chwila i caly blask gasnie jak zapalka, ich plomien, nie mozemy do tego dopuscic, kiedy bedzie juz wszystko stracone, zaczynam spadac, bez kontaktu z otoczeniem, spadam bezwladnie jakbym nigdy mial nie uderzyc w ziemie #przebudzenie, serce w gardle, oddech wstrzymany #przyspieszenie, spadam i nie widze celu, moj hangar nie istnieje, harrr, pora na abordaze hurtem i zawraca kazdy skurwiel, ja sie tu dopiero rozkrecam, gdy ty juz rzygasz za burte, i to jest opcja, wyciagam kompas, aktywuje talent, odbijam fale, 10 w skali beauforta, i bocianie gniazda po nas, robia wszystko, aby nie skonac, tu raperzy na wpol slepi i to o drewnianych nogach, co odstawia ten harpagan, kanonada na twarz pizdom, zamawiana krew na flagach - ding-ding-ding - i serwuje wam distroj, patrz, jak topie was - loool - patrz, jak dziurawie wasze lajby, patrz, jak przejmuje wasze wody i targam ryjami po mule dna, igrek - pierdolony kraken na lakow, gdzie sie zapadl status, wasz? lepiej juz nie rapuj albo sklejaj resztki wraku, kobiet to my mamy stad po hel, a szafa peka mi od prosto wear, mialo byc louis, gucci i prada, lecz poki co trzeba sie ocknac, well, raperzy to zwykle sa prozne postacie, ktore nie lubia nauki, 2k14 byl tak pracowity, ze nagralismy z tombem booking, spotykam starych znajomych "siema, jak leci?", podbijaja, pokazuja zdjecia dzieci, bieda ich wkurwia, wkurwiaja kobiety, jedno, o czym marza, to przestac nie pic, zbieraja na fury, jak zaczarowani chca szczescia, a jedynie przeklinaja, ze nie maja na nie zaklecia, i smieja sie, ze brak mi celu, bo wygladam jak w liceum, ziomus, tylko to, ze nosze dres, jest u mnie po staremu, swiat sie zmienil w oka mgnieniu, penga z live'ow i wyswietlen, musza stawiac na mnie w ciemno, to mnie stawia w innym swietle, zaczynam spadac, bez kontaktu z otoczeniem, spadam bezwladnie jakbym nigdy mial nie uderzyc w ziemie #przebudzenie, serce w gardle, oddech wstrzymany #przyspieszenie, spadam i nie widze celu, moj hangar nie istnieje, nim zgasna swiatla moge zyc jak pan, kiedy niesie moje cialo wiatr, kiedy wiem, ze czasu malo mam, moje zrenice sa wielkie. wieksze. jakbym patrzyl na ladna twarz, #niebieskie chwile.caly swiat zostawiam w tyle, niech mnie zabije wreszcie, sam schyle sie jak nie po to zyje,smialo rzucaj we mnie te pomyje, a jak przyjdzie klient to sie z nim napije, i powie to samo. zeby gralo miedzy nami, nawet jak zbyt malo sie znamy, by stanac na glowie jak baobaby, aby dojsc do prawdy jak maly ksiaze, spokojnie. bo kazdy zwiazek nim bedzie sprawny musi dojrzec, razem z ludzmi, zeby wyjsc ponad chmury. ty ty krzycz, ze to truizm, nies swoj krzyz, ja mam swoj i lece w dol najglebszej dziury, mam nadzieje ze przebije dno i znow cos sie zacznie od gory. nie skupiam sie zbytnio, ostatnio na rzeczach, sam jestem soczewkami gwiazd, guzior super sayian, energia nakurwia wokol mnie, jak kawalki rozjebanych skal, pojebany vibe tlumaczy wszystko juz w kwestii, dlaczego pojebany tak, wilk bynajmniej. bisz czy tyler?, zaden. guzior goje rany sam, cale uniwersum kopie po nerkach, przewlekla choroba, olewamy swiat, poranna drzemka, typie wypier. dalej, na luzie budze sie, podlewam grass, robie co musze, ide w bluzie sobie po moj obiecany hajs, znieczulony tonami tabletek lekoman, zycie kopie caly czas, jestem ciagle wieloma, a soba, sprawdz jak sie tu odgornie role w ciele, mam dystans do siebie i do ludzi wokol mnie, w sumie tez ruchome cele, wszystko co mi nie podchodzi - ruchome cele, chce w koncu przetarg na ten cheddar, guzior jak mysz, jestem wciaz kuszony serem, zaczynam spadac, bez kontaktu z otoczeniem, spadam bezwladnie jakbym nigdy mial nie uderzyc w ziemie #przebudzenie, serce w gardle, oddech wstrzymany #przyspieszenie, spadam i nie widze celu, moj hangar nie istnieje, wszystko dobre co sie dobrze konczy, na ogol pisze od happy endow, jeden szczegol moze zmienic wszystko, jakbys dodal the przed nazwa weekendu, wiecej wzgledow, wiecej poszlak i wiecej bledow, uwaga goraca, mam sie czas odkuc, bawisz sie mna, kotku, jestem quebkiem nerwow, sie nie przejmuj, stalowych nerwow jak logan, od przegranej plyty do veni vici, nici z neurologa, tu czasem lepiej sie obejsc smakiem, choc bez niesmaku sie nie obedzie, to jest rzeczywistosc, masz nic albo wszystko, jestem monoteista, wierze tylko w siebie, to glowny ingredient, nic nie wiem o tym ale przepis na sukces, wole byc pewien niz miec madrosc po szkodzie, wszystko wychodzi, wole zostac glupcem, nowe fury, nowe ciuchy, stare miasto, to tak mi zrylo leb, chce miec spokojny puls, totalny luz, a nie placz za czapka z pior, mow mi jamiroquai, ciagle na tej samej zajawie, ciagle ta sama radocha, chociaz mniej mnie to smieszy, to niezle sie bawie, mam asa w rekawie nawet w tank topach, takie bezprawie, sie zyje, jak strace, odbije sabotaz, voulez vous coucher avec moi? predzej dolece do gwiazd na stopa, nie zakopalem talentu gdzies tu menciu, wiec na chuj ty kopiesz te dolki pode mna?, pozbywam sie nieprawdziwych bez skruchy, nie ma co kruszyc kopii o berlo, samemu wychodze z siebie, pozostajac soba, pora na zmiane, pomimo tego to nadal kojarza mnie tu z jedna poza - pozamiatane, popadam w zamet, przypal i grane, to z nimi zrobie na zawsze porzadek, jezeli czlowiek sie uczy na bledach, to dlaczego mialby miec za zle cokolwiek?, pale to ciagle, wstaje po bombie, pracuje by tyle pegi zgarnac, byle by bylo na kolejna torbe, bo najlepiej wplywam na bebny calgon, smieszy rap co rusz mnie i co rusz mnie, no bo nie jest tak?, ty jesli masz w to wczutke i to w kurwe no to nie wiem sam, to nie to, ze siedze szmat czasu, kleja sie w sumie szesnastki same, niejeden lamus juz lapie tu spinke, a ja bez niej otwieram kazdy zamek, obnazam stereotypy, to heterotypy? to powoli chore, probuja mi wmowic, ze zycie to dziwka, bo niemal przed wszystkimi stoi otworem, ja robie ja, biore wciaz sobie co moje, i co mnie te twoje pierdolenie, prosze cie, jesli samemu nie zejdziesz na ziemie, to uswiadom sobie, ze jakos cie zniose psie, twoj rap to swiadek jehowy, wez lepiej wstydu nie przynos wiecej, skad ci to przyszlo do glowy, ze ktos go wypusci, jak nikt go tu przyjac nie chce?, traktuja cie jak powietrze, bo tacy jak ja zapieraja dech im, przyjmuja mnie tu coraz gorecej, gdy ty to zero bezwgledne #kelwin

Song details

Artist: bialas